Dziś w nocy będzie padać

Autor: Paulina Lipiec, Gatunek: Proza, Dodano: 05 kwietnia 2011, 21:16:54

Wychodzi z domu już trochę trzeźwa, ale jeszcze nie całkiem. Jeszcze jej głowa ciąży. Leci to do przodu, to do tyłu. Wsiada do tramwaju. Jedzie tramwajem dwa, trzy przystanki. Pali się u niego światło. Już ciemno, a miejskie latarnie jeszcze wygaszone po obu stronach ulicy. Na Pradniku i na Podgórzu. Na Kazimierzu zgaszone najbardziej, dlatego jego okno zwisa w mroku jak samobójca,  jak dusza Judasza rozciągnięte, ukrzyżowane na ścianie. Nad zasranym przez gołębie parapetem. Świeci się u niego. Puka. Dzwoni i wali do drzwi jednocześnie. Urwał jej się guzik w płaszczu. Zaszyła miejsce po nim grubą nicią, która odznacza się na zewnątrz. Trzeba by zdejmować ten płaszcz przez głowę, jeśli ją wpuści. Wpuszcza i idzie do pokoju. Przebiera popielniczkę w kształcie miski dla psa w poszukiwaniu petów z główkami liźniętymi tytoniem. Tylko troszeczkę liźniętymi, jeszcze się je dopali. Jeden krótki wdech, za krótki, żeby się zagazować. Za krótki żeby zabandażować nim napięcie. Kupiła mu w prezencie paczkę papierosów. Kładzie mu ją na łóżku, siebie sadza troszeczkę na ławie, troszkę w powietrzu. On jest dobrze wychowany, więc jej nie rozbiera od razu. Kiedyś marzył żeby w kościele, w pierwszej ławce, na schodach przed ołtarzem, na schodku konfesjonału. Po guziku, po suwaku, po haftce, po wstążce. Nie po malutku. Potem mu wykrzyczała nocą w nos na Plantach, że nie z nim chce mieć dziecko. Że nawet jeśliby chuchała na fermę jednego pełnego jajka to byłoby to jajko tamtego, co wypychał z kieszeni swojej kurtki jej dłonie zmarznięte, rozwarte, rozsunięte. Rozchylone jak teraz usta. Dłonie. Usta. Gotowe do napełnienia. Do zalania wrzątkiem. Dłonie, usta instant. Dłonie, usta nieprzyswajalne, obcojęzyczne. Wymalowane, obrysowane szminką w kolorze żurawiny, jak żurawiny kwaśne ma paznokcie gotowe do wbicia pod łopatki. Również czerwono-jakieś, bo ona chciałaby przestać być przezroczysta. Dwudziestoletnie i starsze oddechy wbijają jej co dzień łokcie pod żebra. Mogłaby w końcu przestać udawać, że jest. A tak to tylko była. Bardzo by chciała, ale w inkubatorze przyczepionym śledziami do parkietu między sypialnią a łazienką,  ktoś obkleił ją taśmą bezbarwną i wysmarował lakierem do podłóg. Zastygła. Ma na sobie zafastrygowany płaszcz z dziurawymi kieszeniami.  Napchała do nich kredek. Suchych pasteli do rozcierania palcem po papierze. Bawi się nimi, dzwonią między palcami. Patrzy na niego pytająco, bo nie wie czy powinna już wyjmować tę w kolorze seksu. On milczy. Ona:

- Przyszłam się kochać.

- Ze mną czy z nim? – on wydmuchuje odpowiedź przez nos jakby właśnie skończył maraton. Czerwieni się. Marszczy. Nadyma czoło. Pulsuje mu przepona.

 

Ona zagryza dolną wargę. Jest tak przezroczysta, że aż przewidywalna i szczera. I na tym by kończyły się jej zalety. I na udach. I na rzęsach zawiniętych tak, że mało jej od góry do oczu nie wejdą.  Oczernionych za krótkość, skazanych na nienaturalne wygięcie. I na oczach świecących jak rampa. Sama się naświetla, sama sobie odgrywa, bo jemu się nie da. On zna ją już za dobrze. Zna ją od miesiąca we wszystkich załamaniach ciała i pozach duszy.

- Zrobię nam herbaty, chcesz?

 

Kręci głową. Śmieszne. Wydaje mu się, że nią obraca dookoła, że głowa jej wiruje. Jemu wiruje wszystko. Pędzi. Łóżko z nią opartą na rękach wyrzuconych za plecy kobiety w zaszytym płaszczu przeciwdeszczowym. Przezroczystym, bo będzie dziś padać. Jeszcze nie, ale będzie. Będzie się lało z sufitu, będzie napełniało jego dłonie i plastikowe półmiski. Przeleją się pety w popielniczkach, popłyną w stronę, w którą pójdzie obrażona ona. Przeleje się zimna herbata w dwóch kubkach postawionych na krzywym blacie. Każdy z innej parafii. Przeleje się ciekła złość napełniająca usta śliną ciągnącą się, bo zbyt wiele papierosów wysusza śluzówkę. Wstaje. Idzie do kuchni, robi herbatę. Ona się zbiera, chociaż wcale się nie rozebrała przecież. Wyjmuje coś z torebki, wkłada, wyjmuje. On na nią patrzy, ona patrzy w torebkę na poprzedniego co z nim mogłaby mieć dziecko.  Ma jego zdjęcie wszyte za podszewkę. W pełnej konspiracji przed tamtym zastanawia się czy zostać. Jeśli będzie padać, a będzie, bo jest senna i, nie od obcasów bynajmniej, bolą ją kostki. Jeśli będzie padać to i tak zmyje pastele, a będzie. Będzie, bo on zawsze pada nad ranem, kiedy ona zwija się w kłębek i zastanawia jak wyjść żeby go nie zbudzić. Jak przebiec przez miasto, żeby nikt nie zauważył nieuczesanych włosów i potarganego sumienia. Powinien mieć sen jak mężczyzna. Sen twardy, twardy powinien być jak mężczyzna.  Nie, on jest miękki jak deszczówka. Można by nim spłukiwać włosy.

- Zrobiłem nam herbaty, chcesz? Zapalimy, chcesz? Będziemy się kochać, chcesz? Zamkniesz oczy, będziesz myślała, że to on, chcesz?

 

Jest taki żałosny. Dawno nie był taki chudy i niski. Dawno nie miał tak małej głowy, tak stożkowatej. Jego oczy dawno nie były takie zachmurzone. Mogłaby z dobrego serca wdmuchnąć w niego trochę ciepła, trochę go odbarwić, rozjaśnić.

- Chcę. I tak nie ma miłości.

 

On kiwa głową z pełnym zrozumieniem, chociaż nic nie rozumie. Ona pachnie rozpuszczalnikiem i nim.

 

Komentarze (20)

  • Poza tym, że nie było w końcu tego seksu, tylko rozpuszczalnik w zamian, to mi się to podoba.

  • Właśnie, że był, tylko narrator z zawstydzenia zasłonił sobie oczy :)

  • Niepotrzebnie sobie zasłonił. Tekst ciekawe, troszkę niedoróbek (interpunkcja, ortografia), ale napisany ciekawie.

  • A w ogóle to strasznie smutne jest.

  • e tam, ten Narrator nie powinien być wstydliwy, jak go spotkam, to porozmawiam z nim. Jakbyś go widziała gdzieś na mieście, daj znać.

  • Wiem, wiem. Kulawa jestem interpunkcyjnie jak... no jestem. Ortografów edytor nie podkreślał.Hmm hmm gdzie ta kompromitacja.

  • Wiem, wiem. Kulawa jestem interpunkcyjnie jak... no jestem. Ortografów edytor nie podkreślał.Hmm hmm gdzie ta kompromitacja.

  • @Iza: Podejrzewam, że większość moich tekstów pozostanie smutna, bo tylko w takim nastroju i na takie tematy chce mi się stukać w klawiaturę :)
    @Dawid: jak N. będzie w weekend siedział w domu i przewijał fejsbuka to może nakłoni kogoś i zajrzy do piwnicy.

  • To nie jest zarzut.

  • o ;). Ty mówisz o "tej" Piwnicy. I nie chodzi Ci o Piwnicę pod baranami, oj nie. Tylko, że na łikend to ja do Wrocławia jadę, pić browar i słuchać wierszy na Porcie ;)

  • No o tej o tej :P Piwo we Wrocławiu lepiej smakuje? Fajnie Ci, nawet troszkę zazdroszczę. No cóż, to może kiedyś jeszcze mu się zechce ;)

  • No, mnie opisy bardzo podchodzą, bo plastyka jak z dobrego ASP, niechby w Krakowie. I jasny rzut w oczy, aż napiszę: "Nie, on jest miękki jak deszczówka. Można by nim spłukiwać włosy". Umiejętność dobrania takich paru słówek bardzo dużo znaczy. Dużo dobrego w tym tekście, dużo pracy z językiem, nie nuży i opis żywo robi swoje. Ale: Wiem, że kredki to cel, że ubarwiają i mają coś dodawać, podobnie jak parę innych opisowych zagmatwań, ale trochę mnie to nie przekonuje. To końcowe zalewanie, tytułowy deszcz, moment kiedy wszystko będzie spływać ma sporą siłę. Czuję że nie daje na tyle, ile by chciało (opis jest obrazowy, a chyba nie akcentuje tak jasno znaczenia, jak powinien). Po prostu czuć klimat i kawał przyjemnego czytania - aż tyle i tylko tyle, ta woda powinna bardziej polać po głowie. A, i to "I tak nie ma miłości", jasne, ale z drugiej strony hmm, ten wydźwięk, mnie osobiście zgrzytnął przy samym końcu. Cieszy tytuł, jego odniesienie do tekstu i motyw wody. Pisz, Paulina, pisz.

  • Widzisz, z tym zgrzytem na końcu to prosta sprawa. Pisałam, pisałam, aż trzeba było skończyć, a hmm to taki ostatni, najwyższy schodek. No i mi ten brak miłości Świetlicki do słuchawek podszepnął, stwierdziłam, że tego szukałam i przypięłam. Lubię Twoje konkretne komentarze,bo naprowadzają. Dzięki!:)

  • bo na przykład moje komentarze zaprowadzić mogą tylko do Stilla

  • Oj Dawidzie, bo Ty byś od razu o seksie chciał czytać ;) Zaprowadzanie do Stilla też cieszy, tak jak sam fakt, że przeczytałeś:)

  • Oj wcale to nie jest tak do końca. Dobrych tekstów o seksie to ze świecą szukać. Ogólnie to uprawianie owego stawiam ponad pisaniem o nim. Ale marzy mi się, żeby dostać w łapki jakiś kryminał pornograficzny, to byłoby ciekawe ;)

  • Dawid (celowo nie używam wołacza, bo nie lubię, jakby ktoś chciał zarzucać) - ja psychicznie i czasowo na Port się nie nadaję, ale pewnie wyjdzie jak zwykle ciekawe podróżowanie. W Stilu to nie wiem, przed świętami na pewno się uda posiedzieć. Paulina - nie rób tak z tymi końcówkami, wymęcz albo zostaw na dzień następny, opłaci się. Jest dobra lokówka to trza kręcić wszystkie włosy. Hej tam.

  • @ Dawid: Jak takowy znajdziesz i się zachwycisz to podrzuć. Ostatnio na wakacjach czytałam coś z tego gatunku. Fabułę pamiętam świetnie, tytułu za nic nie mogę sobie przypomnieć. Pewnie się kurzy w zamojskiej bibliotece.
    @Damian: Zostawiam i nie wracam. Może w końcu się nauczę wracać do niedokończonych tekstów. Popracuję:)

  • Pani Paulino, efemerycznie i subtelnie ;) Świetnie się czyta, bardzo mi się podobało, bo tekst – chyba dzięki tej wodzie-deszczówce – jest i spójny, i przemyślany. Dobra robota, brawo. Pozdrawiam!

  • @Michał: Dzięki ;) (i głupio się czuje jak mi wszyscy "paniują")

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się